| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
CZYTUJĘ, ZAGLĄDAM DO
INNE TAKIE TAM...
SE POSZLI

zza kierownicy

niedziela, 18 grudnia 2016

jak co roku w końcu "okresu rozliczeniowego" nastąpuje wzmożenie działalności straży miejskiej. Jak co roku działalność wzmaga się na odcinku ... staruszek i nieobecnych. Staruszki - wiadomo- handlują z ręki (obecnie najczęściej jemiołą), a przecież ręka rękę myje, więc - wiadomo.... Nieobecni natomiast wchodzą w konflikt z prawem lokalnym, parkując nieobyczajnie, co - oczywista - naganne jest niezmiernie oraz "wyczerpuje znamiona". Szczęśliwie robię jeszcze w nieobecnych. Szczęśliwie - choć nieusprawiedliwionych, to pouczonych. Staruszki mają gorzej... 

piątek, 02 listopada 2012

finezja językowa  profesora Z. podczas owijania gówna w pseudonaukowy papierek (czyż nazwanie pochopnością prewencyjną występu RZ nim nie jest?) omal nie doprowadziła do tego, że - zamiast "na zakład" - zasłuchana w ten bełkot pojechałabym, gdzie oczy poniosą, narażając kraj na kolejne tym razem wymierne straty wskutek...  ;-) Aliści w porę wyrwałam się z tego koszmarnego snu, w ostatniej chwili wybierając lewy pas siódemki. Ufff

sobota, 03 września 2011

"Jaki jest efekt? W ciągu jednej godziny rejestrator uwiecznia nawet do 60 kierowców! Równa się to z wpływem do budżetu państwa w wysokości 6 tys. zł, bowiem za jazdę po buspasie grozi mandat w wysokości 100 zł i jeden punkt karny"               Już wiadomo skąd ta zielona wyspa :-)

środa, 30 marca 2011

"Policjanci z drogówki znają problem. Chodzi o tzw. zalegający alkohol *. Jeśli kierowca zje cukierki z likierem lub wypłucze usta płynem z alkoholem, a potem dmuchnie w alkomat, może on wskazać stan powyżej 0,2 promila alkoholu. Komenda Główna Policji zleciła rok temu Instytutowi Ekspertyz Sądowych w Krakowie opracowanie procedur, jak postępować w takich sprawach, ale do dziś ich nie dostała."

czwartek, 30 grudnia 2010

"Czy emeryt bezinteresownie wziął winę na siebie? Śledczy to sprawdzają. Jednak coraz częściej pozbywanie się punktów karnych odbywa się za pieniądze. W Internecie roi się od takich ogłoszeń, np. "Przyjmę do 12 punktów karnych. Kat. B, woj. lubelskie. Cena 150 zł za 1 punkt (do negocjacji)""

czwartek, 23 grudnia 2010

odszczekuję odwilż. Z nieba pada deszcz, a dołem mrozi. Nie sypią i nie odśnieżają, bo primo: jest na to czas ( przecież "opad", a do akcji przystępuje się do 4 lub 8 godzin po ustaniu tegoż...) secundo: nie ma pieniędzy. Do tego wszystkiego tabun równie obłąkanych porusza się na czterech kołach po mieście, co - o zgrozo, zdecydowanie bezpieczniejsze niż chodnikowe poślizgi. I jak już wreszcie docieramy na kwaterę w jednym kawałku zaczyna w nas kiełkować wątpliwość, czy te dwa stadiony to na pewno priotytet.. 

sobota, 10 lipca 2010

"W ocienionych nadmorskich alejkach strażnicy wzięli też pod lupę rowerzystów i wlepiać by im chcieli mandaty za słuchawki na uszach. Słusznie. Rowerzyści to plaga tego miasta. Nabudowali sobie tych ścieżek i myślą, że będą tu wypoczywać."  I niestety nadal - penalizacja wygrywa z prewencją. Cóż ... dochodowa. Z mojego subiektywnego oglądu sytuacji na rynku "posług" strażomiejskich największym popytem cieszy się łapanie we wnyki ;-)

poniedziałek, 17 listopada 2008
a co tam ukrywać - lubimy sobie pojeździć, więc trudno się dziwić, że nas zaintrygował Car Of The Year 2009. No ale- nie tylko nas...
17.11.08, 16:02
Gość: LESZEK
NO FAJNE AUTKO CHOC JA WYBIERAM COMBI JEST ZAJEFAJNA WOGULE TERA OPLE SA FAJNE NP CORSA NOWA ASTRA DO TEJ PORY MIALEM SAME VW ALE INSYGNIA TO JEST PRZYPOMINA BMW STARY MOJ MOWI ZE CZEBA JECHAC DO NIEMIEC PO TA INSYGNIE
17.11.08, 16:05
Gość: Ja
Leszek, niech Ci stary słownik kupi. Na pewno bardziej Ci się przyda.
wtorek, 09 września 2008

"Dwoma pasami dojeżdża się aż do zwężenia a potem naprzemiennie, tak jak zazębia się zamek błyskawiczny. Dzięki temu kierowcy wykorzystują oba pasy, również ten który za chwile się skończy, a nie wpychają się na drugi. Znak jazdy "na suwak" w swoim kodeksie drogowym mają Niemcy i Austria". Co nam jednak Austria i Niemcy... Oczywiście nam przyjdzie to trudniej, bo zawadza zaszczepiona podskórnie dażność do społecznej sprawiedliwości ;-) suwak a sprawa polska

piątek, 16 maja 2008

śmignęłam w ulubionym muzycznym towarzystwie w kraj szeroki by car i nawet udało mi się szczęśliwie wrócić. I na tę właśnie okoliczność chcę wyrazić Najwyższej Instancji głęboką wdzięczność za brak opadów nawalnych. Sprzyjająca sytuacja pogodowa umożliwiła mi bowiem nie tylko śmiganie, ale również uwieńczony happy endem powrót. W innym bowiem przypadku koleiny na drodze krajowej NUMBER ONE (omówienie przyczyn zostawiam domorosłym fachowcom - wszak na drogach znają się wszyscy)  spowodowałyby niechybnie wylot z trasy, a samochodem lata się, o czym zapewniam - kiepsko (szczególnie gdy wzdluż poboczy szpaler drzew). Polepszyło się za to na stacjach benzynowych, taka bezinteresowna niepolska przyjazność. Milej jest (choć drożej..., ale nikt przecież nie obiecywał, że samochód nie będzie luksusem ;-)). Poza tym - wiosna, panie sierżancie, wiosna. Za szybami - na polach dywany kwitnącego rzepaku i łagodząca obyczaje wszechobecna zieleń. Oddycha się i czuje.

środa, 30 kwietnia 2008

znów zebraliśmy się do lotu za późno, ale może to i lepiej, bo straty mniejsze... ("W Austrii zlikwidowano już obowiązek jazdy z włączonymi światłami mijania w dzień. Widać taką tendencję też w innych europejskich państwach. W Polsce od kwietnia 2007 roku taki przepis wprowadzono. Informowała o tym kampania "Włącz światła, Włącz myślenie!"."Na nowym przepisie zarobili głównie dostawcy żarówek, których sprzedaż wzrosła o ponad 60 %, i budżet państwa, bo o 0,5 % wzrosło zużycie paliwa." Mimo obowiązku używania świateł w 2007 r. wydarzyło się więcej wypadków niż w roku 2006"). Niby próbuje się te statystyki tłumaczyć z korzyścią dla przepisu(?), ale generalnie - intuicyjność zawiodła

środa, 30 maja 2007

owszem, prawdą jest to, że niewiele jest mnie w stanie za kierownicą poruszyć, a bo to z całkiem prostego powodu - z dbalości o własne nerwy. Lokalne wyplenienie cymbalizmu wymagałoby bowiem użycia broni ostrej, następnie odsiadki, w tym zaś pięknie spokojnym czasie głupota namnożyłaby się w dwójnasób, bowiem przyroda nie lubi pustki. Czyli stajnia Augiasza... Miłym elementem codzienności jest jednak fakt, że ktoś jeszcze widzi uliczne dureństwo: "Podczas remontów dróg zwężenie to często spotykany obrazek - jeden z pasów dwupasmowej ulicy zagrodzony jest na pewnym odcinku barierkami i ruch odbywa się tylko jednym pasem. We wszystkich krajach zachodniej Europy kierowcy jadą dwoma pasami do końca ulicy i dopiero przed barierkami na przemian wjeżdżają w wąskie gardło. Uczą się tego już na kursach prawa jazdy. Jak odbywa się to u nas? Przykład. Pas jest wyłączony z ruchu za kilkaset metrów, ale mimo wolnej przestrzeni niektórzy kierowcy poruszają się równolegle do tych z pasa "właściwego". (...). Kierowcy twierdzą, że blokują pas, żeby się "nikt się nie wcisnął", bo tak jest uczciwie - "ja się wlokę, wlecz się i ty"".

czwartek, 25 stycznia 2007

wyobraźnia nie jest naszą mocną stroną. Nic to, że zima, nic - że zapowiadają opady i spadek temperatur, jak co roku dziennikarze mają swój żelazny temat jak w banku: Zima zaskoczyła drogowców... Na pocieszenie powiem, że nie tylko. Złudzie, ze po jesieni nastąpi wiosna, ulegli też kierowcy. No i ok, ja też jestem w tych sprawach niepoprawną optymistką i zakładałam, że przez samo zaprzeczenie do zimy nie dojdzie. A jednak - o dziwo - stało się inaczej. Szczęśliwie: optymizm, optymizmem, ale w rzucie realizmu wymieniłam chociaż opony na bardziej adekwatne, za to kierowcy zawodowi jakby niekoniecznie. Tiry, ciężarówki - wszystko to przy lada nierówności nawierzchni stawało dziś dęba w poprzek jezdni, a po paru nieudanych próbach ruszenia szoferka wypluwała pana kierowcę, który z niesmakiem krążąc wokół ... konstatował nieprzyjazną rzeczywistość.  I te gigantyczne korki...

wtorek, 18 lipca 2006

drzemią w każdym, prawda?

Bo komuż nie zawisła na ustach wiekopomna rada, mogąca od ręki wygładzić każdy załomek, uwierającej rzeczywistości? Komuż w swoim zadufaniu nie trafiło się wydać recepty na zło? Albo zełko?

To ja też… Opieram się przed uzdrawianiem ludzkich żyć, bo - jak bardzo by się nie chciało wejść w czyjś świat – i tak stale jesteś tylko: jeszcze bliżej, więc nigdy do końca nie zrozumiesz… Ale rzeczywistość dookolną? Tu mnie się trudno powstrzymać ;-) . 

Zatkaliśmy się w MIEŚCIE trochę na własne życzenie, choć latem to się wszystko zwyczajowo na windsurfingową warszawkę zwala. Ale jak gość bez deski i jeszcze na miejscowych rejestracjach, to trudno, nie?

No.

A on na skrzyżowanie wjeżdża jak panisko na … ciemnozielonym. Wjeżdża i zostaje, bo cóż robić? Ani w te ani we wte.

Znaczy: stoja… On. Jak gość. (na weselu). On, i my też. A co tam… W końcu mamy czas.

Stoja i udaje, że nic. Ot tak, w ramach kaprysu. Ale stoja na naszym zielonym i w poprzek. Ech…

I tak znajdujemy odpowiedź na - nurtujące od lat - pytanie: skąd się biorą korki?  Wiadomo - z cymbalizmu. U nas. J

sobota, 08 kwietnia 2006

The inside mansensacyjny film Spike'a Lee dzięki świetnej obsadzie - Owen, Foster, Washington ogląda się dobrze, ale mniej w nim Spike'a, a więcej dojrzałej komercji, co mnie osobiście rozczarowało. Parę niezłych pomysłów, interesujace zdjęcia, jednym słowem a perfect bank roberry CILVE OWEN

poniedziałek, 23 stycznia 2006

jeden plus z tej głęboko minusowej  pogody, że  użytkowników ( tu: ruchu drogowego) jakby wybiło. No może nie dosłownie, ale - na szczęście - nie wszyscy jeżdżą, co zdecydowanie poprawia bezpieczeństwo.

Bierne ;-)

W tych temperaturach letnie i łyse się nie bardzo sprawdzają i dobrze, że to choć czasem dociera...

wtorek, 18 października 2005

zza kierownicy widzę inaczej. Jak każdy pewnie, mam swoje typy ulubione tak zwanych „uczestników ruchu drogowego”. Owszem, ten ranking ewoluuje, rozrasta się, płynie wraz ze mną w rytm coraz bardziej zatłoczonego miasta i pór roku, które też narzucają temu  procesowi pewną specyfikę. Nie bez wpływu na mnie i na moich  „ulubieńców”. Z perspektywy jakiej by pory nie patrzeć do liderów należą na pewno przechodzące przez ulicę matki z wózkami, w których skarb narodu czyli młode pokolenie. No dobrze - nie wszystkie. Tylko te, których wyobraźnia („Przewidywanie następstw na podstawie określonych przesłanek czyli wyobraźnia ma ważne znaczenie w bezpieczeństwie ruchu drogowego. Czujność polegająca na gotowości do pokonania nagłych i niespodziewanych przeciwności na drodze ma tu nie mniejsze znaczenie. Dokładna obserwacja drogi i jej otoczenia, logiczne kojarzenie faktów uczy przewidywania. Samopoczucie uczestnika ruchu drogowego, jego zdrowie fizyczne, warunki biometeorologiczne mają również ogromny wpływ na bezpieczeństwo wszystkich znajdujących się na drodze) kończy się na samej sobie czyli  matce, a zgrabnie pomija wózek. ;-)

Wiem – matka brzmi dumnie, ale czy to wystarczający powód by wyczekująco, więc prowokacyjnie  zwieszać pojazd czterokołowy poza krawężnik? 

Uprzejmie informuję, że znam przepisy, a i skuteczność wywieranej celowo presji. Tyle, że w tym przypadku polityka faktów dokonanych (pieszy na pasach), prowadzona poprzez wysunięte ramię czyli nieświadomego niczego oseska, wydaje się nazbyt hmmm... koronkowa?

Bo tak pociechy ciupasem pod samochód? No nie wiem...

piątek, 16 września 2005

taka jestem heyah, a tu proszę: niespodzianka znaczy d... zimna :-(((  Żadna z metod wyjechania z city w szczycie nie zadziałała. Masakra - jeden wielki korek. Zespół białej niedźwiedzicy w klatce (czyli: medycyna zna takie przypadki)..., nawet się już zastanawiałam czy to aby nie klaustrofobia komunikacyjna? A tak mi się naplanowało, gdzie ja się jeszcze nie wypuszczę... I nic. Dotarłam do domu, znaczy jest zwycięctwo, ale nie tak miało być. Z rozpaczy zahaczyłam o lidla, jak się upokorzyć to na maksa. Ten sklep znam z Niemiec i TAM aż taki denny nie jest. TU, ogólnie przygnębiająco, znaczy :-) konweniująco.

ps. No to jak ja już w tym domu jestem, to do komputera, a co? Jedna moja przeurocza skadinąd znajoma zwywiadowała eks ministra od ... (ech o czego to on nie był). Znam faceta, miły był gość tyle, że się jakoś ostatnio coraz bardziej  obsuwa... No to chciałam wejść na stronę, internetową, coby przeczytać. Ale sie nie udaje. Znaczy same skuchy. W końcu jednak odniosłam sukces i przeczytałam o AC: każdemu wolno kochać.

piątek, 19 sierpnia 2005

Staram się pracować nad dorosłością zachowań, bo to niby nie uchodzi... (no w ogóle się nie mogę połapać w tych wzorcach).  Ale lato jest takie, że zawsze sie jednak coś człowiekowi wymsknie. Spod lub na, czy gdzieś. Zwłaszcza na przykład łokieć. Za okno, znaczy szybę.

A potem zimny :-)... Jak to łokieć za szybą  (nie przystoi, kobiecie..., ale się jedzie niespiesznie, rzekłabym w skupieniu, rozsyłając na prawo i lewo leniwe spojrzenia. Mistrza kierownicy, oczywista).

Jest takie jedno "ale" w tej pańskiej pozie: po łokciu wejść  może podstępnie do organizmu Hexenschuss  czyli po naszemu lumbago. A przed tym się należy bronić, bo dużo dobrego dziś do posłuchania.

W lesie też.

Powiem nawet, że się trudno zdecydować co by tu..., ale że od rana tkwimy w jazzowych klimatach również z powodu Michaela Breckera (może stąd ten, mało konweniujący z zimnym łokciem, wątek dbałości o zdrowie ?), to się w lesie skończy. Musowo. A do lasu to zdrowie trzeba mieć :-) 

sobota, 30 lipca 2005
Na okoliczność tego, że pogoda nie do marnacji (zasłyszane: brzmi lepiej niż zmarnowanie i jakoś tak inteligentnie, nie?) a i nie do pojazdu czterokołowego zdecydowanie, udałam się ścieżką rowerową lub różnymi surogatami tejże w kierunku morza, wzdłuż którego zaposiadywujemy cudnie wykonaną z kostki polbruk w kolorze czerwonym (żeby się pieszym nie wydawało, że to chodnik) promenadę dla dwukołowców i tym podobnych... uff. Jadę sobie w upale pod wiatr i przemyśliwuję, a niech sobie wieje w pysk, będę wracać zmęczona, to się dobrze składa,  bo wtedy będę jak żagiel biały (bielejet parus adinokij) - gnana w kierunku domu.  Aż się rozmarzyłam... Taka rozmarzona jadę, jadę, po czerwonym -  jako się rzekło - polbruku  do nadmorskiego uzdrowiska na S. (kryptoreklamy nie będzie, bo tu i tak tłok). Po drodze, w tzw. miedzyczasie popasając z lekka, przejrzałam gazetę, uświadamiając sobie nagle, że oto za chwilę będę mogła na własne oczy zobaczyć Gustavo... Tu rozmarzyłam się powtórnie, bo która nie chcialaby na własne oczy? Kuertena, dodam ;-). Gustavo w akcjiNa to konto wykonałam autolans na najbardziej lansiarskim trakcie miasta na S., co to go pieszczotliwie zwą monciakiem. To jest dopiero panoptikum! No i lans permanentny. No to i ja. Ja też. A nuż GK też bedzie promenadował? Defiladowym.. co ja gadam, przecież to nie wojsko.  Ale nie, nic z tych rzeczy, wcale się nie przechadzał, a na domiar złego okazało się, że wiatr ten, co miał wiać w skrzydła, znów - nie wiedzieć czemu - wiał w oczy...
piątek, 29 lipca 2005

o medialnej będzie, a niech tam. Cel niby zbożny całkiem, choć przez dłuższy czas - porażona (vide Holly) filmem "Miasto gniewu" - byłam przekonana, że to jego reklama. A reklam nie oglądam chyba, że z kronikarskiego obowiązku, więc nie obejrzałam wnikliwie. Jak się już rozpoznałam o co chodzi dogłębnie i szczegółowo, to sobie pomyslałam,  że pomysł, owszem, nośny (kocham słowo nośny), ale ryzykowny. I patrz pan, uderz w stół nożyce się odezwą. Zaprotestowali. No nie wariaci oczywista. Psychiatrzy. Jak pisze PIAR: że taka kampania może pogłębić 'funkcjonujące w Polsce negatywne stereotypy na temat psychicznie chorych'. A ja się pytam, obserwując naszą rzeczywistość polityczno-moralną, kto jest bardziej normalny w tym społeczeństwie niż - ciepło mówiąc - wariaci? O piratach oczywiście nie mówię. Bo zdewaluowana ta normalność do granic wytrzymałości i taka czasem nienormalna, że strach. I ja bym się wcale nie bała o jakieś "negatywne strereotypy", tylko leczyła społeczeństwo. Z chamstwa i brutalności, rzecz jasna. W tym: na drogach

ps. ale bym drodzy Państwo- twórcy strony kampanii- nie skracała jednak hasła o "drogowym" , bo to już zbytnia nonszalancja. BTW można tam sprawdzić , czy się nim nie jest...

poniedziałek, 20 czerwca 2005
ciekawe jaki to mądry Francuz wymyślił sposób wymiany żarówek w przednich reflektorach samochodu , którym jeżdżę ??????  Kryptoreklamy nie będzie, bo to oszłom jakiś i popapraniec skończony... Powiem tylko tyle: wymienia się je od nadkola.  Resztę pominę, bo byłaby to opowieść  słowami powszechnie uznawanymi za nieparlamentarne.  Ale poza tym ok,  znaczy wizytę u dealera zniosłam dzielnie, ale cóż było robić ... ;-)
poniedziałek, 16 maja 2005
została mi w odtwarzaczu samochodowym cd, złożona przez jednego małolata dla jego rówieśnicy,  zatytułowana "Wesołe piosenki". No to zza kierownicą od kilku dni mi wesoło dzięki: Knack w My Sharona, I am a Passenger Iggy Popa, Boom, Boom, Boom - J.L.Hookera... Czego to dziś młodzież nie słucha, aż się wierzyć nie chce. :-)))
piątek, 06 maja 2005

pojeździłam sobie po mieście, lustrując przy okazji nowe objazdy, niektóre - za przeproszeniem - kuriozalne, ale widać inaczej być nie mogło. Sytuację łagodził znacząco soundtrack z Pulp Fiction, a już jakby się w detale wdać to: Urge Overkill z "Girl, you'll be a woman soon".    Tkwimy jeszcze w filmowo-muzycznych klimatach, więc nie mogę tego nie napisać, bo nie wiem com bardziej: patrzacz czy słuchacz?  No wszystko mi ta muzyka złagodzi - kazdy obyczaj, nawet taki z piątkowych korków ;-),  bo mi się ulubiona scena przypomina wtedy i nic mnie nie jest w stanie wyprowadzić wtedy z równowagi. Nawet niezdecydowanie deszczu, który od paru dni igra sobie z moją odpornością ogrodniczą. Całe szczęście, że ogródek mikro... Ale i tak mnie niepokoi, czy napadało aby wystarczająco?

PS. uprzejmie donoszę, że na odcinku pogody w sobotę jak było tak jest, a nawet się jakby pogorszyło, co znaczy -  nadal niezdecydowanie popaduje, ale zimniej jest na zewnętrzu.  Czyli pogoda gastronomiczna ;-)

poniedziałek, 02 maja 2005
a gdyby ktoś był zainteresowany sytuacją rowerzystów na północy (niedalekiej) czyli jak piszą w zagłębiu, to sobie proszę zerknąć tu.     No zobaczcie, jakie "my som" doskonałe :-))) , czego i Wam z serca życzymy
 
1 , 2