| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
CZYTUJĘ, ZAGLĄDAM DO
INNE TAKIE TAM...
SE POSZLI

z listów

poniedziałek, 31 stycznia 2011

o cierpieniach mężczyzn - nasz niezrównany navaira. Zaprawdę, musicie TO przeczytać:   "Biedny mąż, nabawiający się nerwic na myśl o tym, jak to obrzydliwe dziecko tej klempy podstępem wysysającej życiodajne soki może w każdej chwili zażądać badań DNA. :("

sobota, 24 października 2009

"...Panie Premierze, apelujemy do Pańskiego zdrowego rozsądku o zniesienie rozporządzenia o zmianie czasu. Przynajmniej czas zostawmy w spokoju"

wtorek, 06 czerwca 2006

Jeden kolega to mi tu nie pozwala umknąć z tematu świr polski, a ja doceniam w Koterskim przede wszystkim terapeutę.

Że kreska jest zbyt gruba i czasem karykaturalna? Tu nie ma prawa być subtelnie. Ma boleć. On oczywiście dowala przede wszystkim sobie i swoim własnym fobiom. Czy wobec tego powinien robić filmy?  Tak, zdecydowanie, bo to przy okazji kawał przejmującej publicystyki społecznej. Diagnoza naszych polskich lęków i fobii.

Ok., ok, nie każdy je ma. Ale myślący? Nawet jeśli właśnie nie niesie krzyża, nie jest pozbawiony wątpliwości…

Gdybym miał dziecko, wprowadziłbym jednak więcej dyscypliny. Bo uważam, że młody ma dostać jasne instrukcje. Bo w młodym wieku człowiek jest w dużej mierze idiotą. Bo co może wybrać piętnastolatek w szerokich gaciach, dla którego ideałem jest Murzyn z blantem? Przecież ma pustkę w głowie. Dlatego ja będę swoje dziecko zmuszał do różnych rzeczy. Niech mnie nienawidzi, później mi podziękuje

wtorek, 23 sierpnia 2005

Ach ja tak na marginesie meblościanki, której jako pewnego wyimku z ancien reżimu też nie lubię. Ale rosół? No nie, to już przesada. Wszystko zależy od tego, KTO go przyrządza. Bo rosół być może poezją koronkową, i rusztem, który pozbiera w całość nadwątlony w bojach organizm, i księgą wróżb pełną, i kalejdoskopem. Mirażem, kolażem i fundamentem. On z założenia nie może być byle jaki, on ma charakter. No owszem, prawda - czasem plebejski. Ale nic w nim z szarobarchanowej niewyrazistości, której dodaje dopiero rozgotowany makaron... Nie wiedziała Pani o tym?

wtorek, 14 czerwca 2005

O karłowatości już pisałam, licząc na to, że opamiętanie niczym łaska rozsądku spłynie na tych, którym brakuje*: przyzwoitości, taktu, umiaru (* niepotrzebne skreślić), a może to o odwagę chodzi? Płonne nadzieje -  żadna łaska nie spłynęła, bo jak łopatą do głowy nie włożysz... A szkoda. Mnie tam ganc pomada, ja tam mam charakter i chamstwa nie lubię. Są jakieś granice wyrozumiałości, no nie? Ludzka nieprzewidywalność jest ogromna. Gdyby się miała ścigać z głupotą o prymat... who knows?

A na mnie spływają różne łaski np. zapomnienia. Choć pamiętająca jestem raczej, ale jak chcę, to zapomnę, byle mi na odcisk nie nadeptywać i w zapominaniu nie przeszkadzać. Oraz wyrozumiała - ponad miarę... Tak mi się wydaje w każdym razie ;-).

Jedna moja koleżanka to nawet mówi: „matka Teresa”, ale to już myślę – przesada czyli kwestia interpretacji. Bo wszystko można po swojemu - jeden sobie doda, drugi ujmie. Ja tam jestem z tych, co ujmują - dla mnie to są „właściwe proporcje”. Niewłaściwe proporcje - to nadinterpretacja, po ludzku mówiąc - z igły widły czy z majstra profesor. A przecież - ogólnie wiadomo - z g.. bata nie ukręcisz, więc po co robić sprawę?

ps. a ten tytuł to w części z adekwatnego przecież tekstu Kofty, cyt.:

Kiedy się dziwić przestanę...

Kiedy się dziwić przestanę

Gdy w mym sercu wygaśnie czerwień

Swe ostatnie, niemądre pytanie

Nie zadane, w połowie przerwę

Będę znała na wszystko odpowiedź

Ubożuchna rozsądkiem maleńkim

Czasem tylko popłacze sobie

Łzami tkliwej i głupiej piosenki

By za chwilę wszystko zapomnieć

Kiedy się dziwić przestanę

Kiedy się dziwić przestanę

Będzie po mnie

Kiedy się dziwić przestanę

Lżej mi będzie i łatwiej bez tego

Ścichną szczęścia i bóle wyśmiane

Bo nie spytam już nigdy dlaczego?

Błogi spokój wyrówna mi tętno

Gdy się życia nauczę na pamięć

Wiosny czułej bolesne piękno

Pożyczoną poezją zakłamię

I nic we mnie i nic koło mnie

Kiedy się dziwić przestanę

Kiedy się dziwić przestanę

Będzie po mnie

poniedziałek, 14 lutego 2005
czwartek, 23 grudnia 2004

"Święta Bożego Narodzenia są okazją, żeby pomyśleć o przyjaciołach. Należę do tych, którzy przyjaźń  uważają za wyższą formę miłości. Najniższą jest bez wątpienia fascynacja, zwana zakochaniem, na ogół dysząca libido, pożądaniem, przemożnym imperatywem przedłużenia gatunku, nieuchronnie zmierzająca (zwłaszcza u kobiet) do zdominowania partnera i przejęcia go na własność. Nie znaczy to bynajmniej, że jestem przeciwnikiem zakochiwania się. Wręcz przeciwnie, uważam, że jest to bardzo przyjemne, zwłaszcza na początku i życzę z okazji Świąt wszystkim chłopcom i dziewczętom. Żeby zakochiwali się  na maksa, jak najczęściej. W końcu w życiu chodzi między innymi o to, żeby upływało przyjemnie. A czy może by większa przyjemność od zapalenia papierosa po udanym stosunku płciowym z ukochaną? Jeżeli mi nie wierzycie to zaraz spróbujcie. Innych powodów do zakochiwania się zasadniczo nie widzę, ten który pomimo to zdeterminował jednak całe moje życie. Ci, którzy nie palą, maja oczywiście przechlapane, ale to już ich problem, którym nie zamierzam się tu  zajmować.

Inna sprawa z przyjaźnią. Nie pokuszę się o próbę definicji. Wiem tylko, ze mam kilku przyjaciół  i że w przeciwieństwie do niższych form emocjonalnych, ograniczonych w czasie i ułomnych, prawdziwa przyjaźń jest wieczna i nie kończy jej nawet śmierć. Sądzę, że przyjaźń odradza się w naszych kolejnych inkarnacjach. Wiem, że z przyjaciółmi, którzy odeszli i którzy nawiedzają mnie w moich snach i wspomnieniach spotkam się w przyszłym życiu, obojętne czy będzie to chrześcijańskie niebo, muzułmański raj czy buddyjska metampsychoza. Ja osobiście czuję się najlepiej w okolicach buddyzmu Zen, ale nie bronię nikomu stukania do nieba bram strzeżonych przez Św. Piotra, czy dawania czadu w raju przypominającym agencję towarzyską wysokiej klasy. Każdy wierzy w to na co ma ochotę i nikomu nic do tego. Tak czy tak, jeżeli macie prawdziwych przyjaciół, spotkacie się z nimi, gdy zmienicie formę istnienia.  Jeżeli zapytacie, skąd ta pewność, jesteście ludźmi małej wiary i powinniście przyłożyć się do pracy nad sobą.

Jasne, że rodzajów miłości jest wiele. Niektóre znam z autopsji. Jestem ojcem więc kocham moich synów, jestem Polakiem więc kocham Kraj Nad Wisłą, jestem artystą, więc kocham piękno, jestem egocentrykiem, więc kocham samego siebie, co zresztą jest podstawowym warunkiem zdolności do przeżywania wyższych uczuć w ogóle. Ci, którzy nie kochają samych siebie, nie kochają nikogo. Mogą ,co najwyżej, spełniać się w polityce, gdyż władza jest tylko niezdarną protezą miłości. Politykom wydaje się, że kochają swoich poddanych, wglądnie wyborców i ze oni odwzajemniają to uczucie. Żyją też w złudnym przeświadczeniu, że wiedzą, co jest dobre dla rządzonych przez nich społeczeństwom lepiej  i dlatego wolno im narzucać innym swoją wolę. Wytłumaczył mi to niedawno jeden z moich przyjaciół, ten o którym myślę ostatnio coraz częściej i o którym będę myślał w Wigilijny Wieczór, gdy na niebie zabłyśnie pierwsza gwiazdka i gdy miliony biesiadników zasiądą do stołów uginających się pod ciężarem niesmacznych potraw, których normalnie nie wzięliby do ust za żadne pieniądze, ale cóż zrobić, taki jest nakaz tradycji. Dławią się więc karpiem zalatującym błotem i napychają się rozgotowanym ziarnami pszenicy zmieszanymi z miodem i makiem. Ja osobiście na Wigilię przyrządzę sobie pyszną solę Dover z przysmażanymi ziemniaczkami pod beszamelem z  chrupiąca sałatą w ostrym czosnkowym sosie. Przedtem kawior czarny i czerwony z drobno posiekaną cebulką oraz żółtkiem utartym z pieprzem i solą. Do tego trójkątne grzanki z żytniego chleba z masłem zrobionym samemu w pralce lub mikserze z wiejskiego mleka nie spełniającego unijnych norm czystości. Na deser suflet lub zabaglione i deska najlepszych francuskich serów. Do tego dobre kalifornijskie winko, wódka Bolszoj z przemytu, whisky Chivas Regal oraz kieliszek Armagnacu. W prezencie podaruję sobie  czarnobiałą „Casablancę”  w wersji oryginalnej na DVD oraz koncert Nirwana Unplugged z Nowego Jorku i zamiast „Przybieżeli” zaśpiewam sobie z Cobbainem Rape Me.

Jeżeli do mych drzwi zapuka jakiś bezdomny, lub jeszcze lepiej seksowna bezdomna spod znaku Skorpiona, chętnie się z nią tym wszystkim podzielę, a nawet, o ile zechce, podzielę się z nią również samym sobą, żeby zapalić potem  Lucky Strike’a bez akcyzy.

W międzyczasie będę myślał o moich przyjaciołach,  myśleć o przyjaciołach znaczy modlić się za nich. Myśl o drugim człowieku winna być modlitwą. Przyjaciół się nie wartościuje, wszyscy są dla mnie jednakowo ważni, wszystkich kocham jednakowo i wiem, że oni mnie też kochają. Tylko, że są takie przyjaźnie, które trwaj niemal od dzieciństwa i takie świeższej daty. Moim przyjacielem, którego poznałem, gdy miałem zaledwie 12 lat, a więc 46 lat temu jest człowiek, którego dobrze znacie. Nazywa się Jacek Kuroń. Kiedy go poznałem był moim nauczycielem historii, potem stał się moim Wychowawcą i pozostał nim do dzisiaj. Niedawno nauczył mnie, że władza jest protezą miłości. Jacku! Dziękuję. Wesołych Świąt, Przyjacielu. Modlę się za Ciebie.

Maciek"

                                                                                                           

czwartek, 16 grudnia 2004

Katolik ze mnie kiepski, ale tak mi się  przedświatecznie zebrało.

Jasne, że cudnie by było, żebyśmy zawsze byli piękni, młodzi, bogaci i kochani. Przez wszystkich.

Żebyśmy się wszystkim podobali. Bezwarunkowo. Tu też. Bo nie po to się człowiek odsłania, żeby mu przywalać. Miłosierna jestem, trafiając nawet na bełkoty. Ja nie muszę wszystkich akceptować i odwrotnie. Nie każdy pogląd nam pasuje. I dobrze. Inni jesteśmy, ale to ciekawiej.

Z bliżej nieznanych powodów trafiamy w tą bloxową przestrzeń – z samotności, szczęścia, chęci znalezienia się we wspólnocie, z niechęci do ludzi... Każdy ma swój powód.

Ale - szanujmy się nawzajem. Czasem lepiej zmilczeć niż błyskać dowcipem, bezsensownie. Z drugiej strony jest człowiek.

Czasem głupszy od nas, czasem wrażliwszy, czasem po prostu inny. Nie wszyscy musimy być tacy sami.

Naprawdę.

czwartek, 18 listopada 2004

przez chwilę nikt nic ode mnie nie chce. Dziwne uczucie... Choć dziś całe przed i popołudnie chcieli aż nadto... do zwariowania. Więc ta chwila św.spokoju się należy. Z tego wszystkiego całkiem bezsensownie acz obsesyjnie zjadłam tabliczkę czekolady. Teraz mi niedobrze. A chciałam, żeby dobrze. Nieznośna absurdalność.

Wieje jak 150 i pomrocznie... jak to na Wybrzeżu. Pomrocznie czyli gastronomicznie. Co ja gadam.

Może pójdę na Old Boya - bo to też zaległość, ale póki co herbata, coby zmyć smak czekolady... Kobieca logika

środa, 27 października 2004

„no jasne, aluzju poniał. Stale ta niepewność. Poglądów. A skąd Ci się wzięło że ja mam pewność? Poglądów.

Co o mnie wiesz? To, co sobie wyobrazisz w kontekście siebie. Sorry, ale tak jest. Wiem, co dla mnie ważne, wiem czego bym nie zrobiła, czego nie akceptuję. Ale tez dbam o siebie – jakoś dbam. Poruszyłeś temat alkoholu i kolegów - może to mnie ruszyło? Że tak w sumie jeszcze nie do końca wiesz, dokąd prowadzi ścieżka picia "w celu"? bo może nie przemykałeś się rano, by szybko kupić flaszkę? Bo może nie musiałeś day after stawiać czoła zawalonym przez siebie sytuacjom? nie płakałeś z bezsilności?

Użalasz się zupełnie niepotrzebnie. Gnój, w którym się przez chwilę znalazłeś odstraszył hieny. To dobry test na ludzi. Tłumaczę Ci, że to wreszcie Twój czas. TWÓJ. Co z nim zrobisz? Jeśli się skupisz na sensie - znajdziesz swoją drogę, życie w rytmie zgodnym ze swoimi poglądami. Ludzi.

To nieprawda, że nie masz korzeni.

Szukasz dziury w całym, celebrujesz rany. Zastanawiałeś się, kto Ci je zostawił? Wiem, nie znam całokształtu. Patrzę na Ciebie Twoimi oczami - na innych też. Szlachetne kobiety, świetni faceci i Ty... niegodny. Horror.

Każde z nas ma sobie coś do wyrzucenia- nie wiem: złe wybory?, nie takich ludzi?, przegapione sytuacje?. Ale to daje wiedzę. O sobie też. Wiedzę i doświadczenie. Doświadczenie ma dawać pewność, a nie wątpliwości. Bo skoro nie polezie w gówna,

bo się tam źle czuje - to jest to: wiedza i doświadczenie.”

piątek, 22 października 2004

"No to wypełniam mailboxa, proszę bardzo. Jasne, mam kłopot- jakby nie do końca jestem w stanie wniknąć w meandry Twoich emocji - albo rozumiem je po swojemu ( a to przecież nie Twoje myślenie...) - albo nie tak.

Prawda jest jednak taka, że długo i skwapliwie zacierałeś wszystkie ślady, zostawiajac mi na deser ogromy smutków z przeszlości. Takich żalow nieskonsumowanych do końca. A te żałoby mają swój czas, nie mogą żyć swoim życiem i panować nad Twoim. Wiem, że - rozgrzebawszy temat - masz świetną okazję do martyrologii, ale what for?
W tym czasie dzieje sie tyle.... i nie musi przecież dziać się źle...
Piszę obok, prawda? No może po prostu piszę znowu o tym, co mi się wydaje istotne."


środa, 20 października 2004

Znacie to na pewno: wchodzisz na zaprzyjaźniony blog i z ciekawości klikasz na zakładkę - jego zaprzyjaźnionego bloga... trafiasz w inny, równie ciekawy świat – itd. Znowu odkrycie! Można tak bez końca.

Ale interesujące jest właściwie to:  jak bardzo bliscy nam - myśleniem i odczuwaniem - są ludzie, u których bywamy. Jak w lustrze - w ich „zaczytaniach” szukamy potwierdzenia tej nagle odkrytej nieobcości. To ona przecież  pozwala oddychać spokojnej w przeświadczeniu, że - nawet jeśli przez chwilę świat jest zły i nieprzyjazny, a z każdego kąta wieje chłodem - w swojej samotności nie jesteśmy osamotnieni, że nie napiszę wyalienowani ;-)

 

* dedykacja: Wszystkim, u których bywam: z uśmiechem, wzruszeniem, u których : nie czuję się obco, bo do obłędu doprowadzają nas te same zdarzenia ( u „siebie” politykę omijam, ale ...)

wtorek, 19 października 2004

"ponosisz odpowiedzialność za siebie. I oczywiście - przed każdym uciekniesz (schowasz sie - jak wolisz) - nie odbierzesz telefonu, nie uslyszysz, unikniesz, ominiesz.
Siebie nie.

Jesteś sensownym facetem, który pogubił się w drodze pomiedzy.... A każda z nich wykorzystała to po swojemu. Może i słusznie, sokoroś się akurat tak zacumował?

Życie nie zawsze boli, ludzie nie zawsze ranią itd. Nie zabieraj sobie spokoju bez powodów, bo go nie odnajdziesz, gdy będzie trzeba. 

Nie patrzę z boku, ale nie jestem w środku. Dziwne to miejsce. Tu i teraz. "

poniedziałek, 11 października 2004

Coraz bardziej robi się tak, że tylko w domu zostawać. Jako światłolub przeniosłabym się gdzieś na południe. Malaga na przykład ... ech. A tu szaroburo. I poniedziałek rano...

Nie powiem, żeby weekend był spokojny. Marzyłam, żeby pójść do kina i dooglądać zaległości, ale sobotni wieczór spędziłam na rozdaniu YACHów.

Niby więc nakarmiłam wzrok. Ze słuchem gorzej. Z przyjemnością „obejrzałam piosenki” Reni Jusis (robione przez kobietę!- więcej tu) i Pink Freud „Come as you are”. Poza tym - różnie. Głownie - różnie muzycznie. W jury – Dudziak z Dzieckiem. Dudziak – imponująca 60-tka, pełna werwy i nowych pomysłów na Gali jednak nie zaśpiewała. Zaśpiewała za to  Mika Urbaniak. Na szczęście  grali w tle:  Olo Walicki   i odkrycie zeszłorocznego Jazz Jamboree - Sławek Jaskułke. Oni prezentują się w każdej konstelacji ciekawie. No i malowniczo.

Dzięki starym znajomościom poszłam też na bankiet do lansowanego na siłę centrum handlowego Manhattan (bardzo cieszyliśmy się, że do centrum Wrzeszcza wróci życie, a tu zimno jakoś i nieprzyjaźnie).

Poszłam, żeby dowartościować Młodą „bywaniem”. Wielki świat..., a raczej światek lokalny okraszony Urszulą Dudziak. Ciasno i klaustrofobicznie za sprawą zaniżonego chyba(?)  sufitu.To niej jest miejsce na stojace parties...

piątek, 01 października 2004

"strach przed lataniem versus wartości
ja to stale o jednym, zasadniczo -czyli tez o wartościach chrzescijańskich
w aspekcie dawania i odbierania 

("Kto mi dał skrzydła, kto mie odział pióry
I tak wysoko postawił, że z góry
Wszystek świat widzę, a sam, jako trzeba,
Tykam się nieba?" )

Wyposażono nas mianowicie w coś, czego nie powinniśmy używać przeciw  sobie wzajemnie ( my ludzie). Bo miło się lata prosze Pana. Bardzo się więc staram by - przynajmniej - nie zabierać nikomu tego, co dodaje sensu, koloru...  no wiesz.
Żeby nie bylo zbyt ekstremalnie, to nie bedę Cię namawiać do latania,
ale pooddychaj chociaż jak człowiek wolny czyt. wyzwolony"

no cóż, i boleśnie być lustrem - bo to jednak przedmiot - i pouczająco. Upewniam się w swojej wirtualności- niby przestrzeń energetyczna – jednak nieucieleśniona. Jeden dobry wist i już - stajemy się ciałem. W sferze emocji poruszam się intuicyjnie i niezbyt racjonalnie. Niedojrzale. Wbrew logice. Wbrew biologii. Rozpoznaję znaki, ale nie tak. Chwilowe wzruszenie i grę słów odbieram jak wyznanie.

Przeczytałam parę artykułów z nowego Zwierciadła – dużo i ciekawie o mężczyznach. Po tej lekturze na pewno posłucham Trójki, którą porzuciłam kilka lat temu z powodu niewiary w „nowe”. Ale nowe – to również Dariusz Bugalski .

 Tam też tekst o jego niełatwym wchodzeniu w dojrzałość.

W niedzielę w Trójce usłyszycie go o 13.00 w nowym programie.

 

poniedziałek, 27 września 2004
Płci mózgu

możesz przeczytać właśnie w "Płci mózgu". Wiem,ze to nie jest nowość, ale zawsze znajdzie się ktoś dla kogo jest to odkryciem.

Zakręcona problemami komunikacyjnymi bardzo zaniedbałam bloxa. Jeśli gdzieś jeszcze traficie w kinach film „Lost in translation” – serdecznie polecam. To też z cyklu ... komunikacyjnego.

Bo jakżesz trudno się nam porozumiewać naprawdę. Na ogół - w duchu tęskniąc za PRAWDZIWYM KONTAKTEM - wymieniamy informacje. Nie mówię o klasycznym już konflikcie pomiędzy damskim i męskim pojmowaniem i nazywaniem  świata. Każda z pań ma pewnie takie doświadczenia i każdemu z panów trafiło się też horrendalne nieporozumienie z kobietą. Pół biedy, gdy wspomóc się możemy wzrokiem, słuchem – zobaczyć i usłyszeć co i jak do nas mówią. Ile dzieje się między nami w płaszczyźnie niewerbalnej.... dobrego i złego. Jeden grymas potrafi zepsuć cały dzień. Jedno zimne spojrzenie uniemożliwić całkowicie porozumienie, a uśmiech - zmienić zupełnie sens z pozoru neutralnej  wypowiedzi.

Są jednak takie kontakty w których skazani jesteśmy na rząd zgrabnych literek, uporządkowanych i skrojonych akuratnie. Jak rozpoznać uczucia, emocje? Jak zrozumieć co kryją?  Jak pokonać nieufność i strach przed nadinterpretacjami? Przez odległość skazani na pomyłki i zaniechania nadal  każde słowo oglądamy pod światło...

piątek, 10 września 2004
No widzisz -kolejny kłopot. Wirus żołądkowy, bunt w więzieniu, przeziębienie. Naprawdę Lowry. Nie byłam nigdy pod wulkanem, ale tak to sobie wyobrażam.