| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
CZYTUJĘ, ZAGLĄDAM DO
INNE TAKIE TAM...
SE POSZLI
środa, 20 października 2004

Znacie to na pewno: wchodzisz na zaprzyjaźniony blog i z ciekawości klikasz na zakładkę - jego zaprzyjaźnionego bloga... trafiasz w inny, równie ciekawy świat – itd. Znowu odkrycie! Można tak bez końca.

Ale interesujące jest właściwie to:  jak bardzo bliscy nam - myśleniem i odczuwaniem - są ludzie, u których bywamy. Jak w lustrze - w ich „zaczytaniach” szukamy potwierdzenia tej nagle odkrytej nieobcości. To ona przecież  pozwala oddychać spokojnej w przeświadczeniu, że - nawet jeśli przez chwilę świat jest zły i nieprzyjazny, a z każdego kąta wieje chłodem - w swojej samotności nie jesteśmy osamotnieni, że nie napiszę wyalienowani ;-)

 

* dedykacja: Wszystkim, u których bywam: z uśmiechem, wzruszeniem, u których : nie czuję się obco, bo do obłędu doprowadzają nas te same zdarzenia ( u „siebie” politykę omijam, ale ...)

wtorek, 19 października 2004

Czasem nie latam..

Zaczęłam czytać autobiografię Gordona Sumnera. Głupio brzmi? Owszem. Chodzi o Stinga - teraz już wszystko jasne. Najpierw minęłam ją na półkach empiku bez wrażenia, bo nie przepadam za tabloidowymi kulisami „wielkiego świata” by żurnaliści, nie zdając sobie sprawy, że to autobiografia.

Stinga słucham od lat, często z nim podróżuję, bo to muzyka na trasy. Cenię za poszukiwania, swoisty dystans, angielskość, to nieuchwytne coś, co sprawia że czujesz się jak „Englishman In New York” - obco. Nie u siebie...On leczy mnie ze smutków.

Ze Stingiem też LATAM - czasem.., gdy się nie boję ;-). Wiem, że w tym uzależnieniu nie jestem oryginalna. Ostatnio najczęściej słucham

INSIDE z najnowszej "Sacred Love", bo i muzycznie urokliwe i tekstowo bliskie. Bo chyba to jest właśnie tak, że pisanie jest wentylem bezpieczeństwa dla introwertyków, metodą na zachowanie równowagi pomiędzy chłodnym dystansem do zewnętrzności a burzą wewnątrz.

W „Niespokojnej muzyce” sporo o dzieciństwie, rodzicach, muzycznych początkach  – autoterapeutycznie raczej niż skandalicznie.

Póki co - baaaaardzo zajmujące.

"ponosisz odpowiedzialność za siebie. I oczywiście - przed każdym uciekniesz (schowasz sie - jak wolisz) - nie odbierzesz telefonu, nie uslyszysz, unikniesz, ominiesz.
Siebie nie.

Jesteś sensownym facetem, który pogubił się w drodze pomiedzy.... A każda z nich wykorzystała to po swojemu. Może i słusznie, sokoroś się akurat tak zacumował?

Życie nie zawsze boli, ludzie nie zawsze ranią itd. Nie zabieraj sobie spokoju bez powodów, bo go nie odnajdziesz, gdy będzie trzeba. 

Nie patrzę z boku, ale nie jestem w środku. Dziwne to miejsce. Tu i teraz. "

poniedziałek, 18 października 2004

diabli wzięli dobry pokoncertowy nastrój, bo Al Foster Quartet - bardzo, bardzo-ale są w trasie i może gdzieś na nich traficie...

Bo to poniedziałek w robocie zawsze się coś musi obalić, a wszystko zgodnie z prawami Murphy'ego. Na jakimś komputerowym szkoleniu prowadzący powiedział,że największymi szkodnikami komputerowymi są sprzątaczki, bo zawsze coś zmajstrują-zaleją, odłączą... A jednak nie: - IT-mani!!!Przestawiali, konfigurowali i tak nakręcili, że to, co miało przebiec gładko i bez krzyku w weekend, zepsuło nam pół dnia w pracy.

Dobrnęłam do domu, w korkach - teraz nic tylko usiąść ...w lotosie, co polecam wszystkim zakręconym ;-)

piątek, 15 października 2004

Nie to, ze nie miałam „w tygodniu” nic do napisania. ”W tygodniu to jesteśmy cisi jak ta mgła...” Wcale nie. Ale jakoś nie mogę się skupić, gdyż tzw. rzeczywistość uniemożliwia mi zebranie myśli. A otóż i powody:

·         Pracuję z idiotą, wykształconym, ale bezmyślnym. Bezmyślność mnie obezwładnia, czuję się bezsilna. Tłumaczę swój punkt widzenia i trafiam na ścianę, na pytające spojrzenie: „czy to ma jakieś znaczenie?” Widać ma, skoro na ten temat mówię. Oddycham głęboko: ...siedem, osiem... Nie chcę się składać z bogatego życia wewnętrznego. To zewnętrzne mnie też interesuje, ale niekoniecznie z idiotami w rolach głównych... A przecież w pracy spędzamy pół życia.

·         Zaposiadywujemy prawnika- o nich dziś pisałam gdzie indziej. Prawnik skupia się na tym, żeby nie mieć roboty. W związku z tym stwierdza na ogół, że nic się nie da zrobić. Nawet wtedy, gdy mamy rację. Z szeroko otwartymi oczami słucha, słucha  i nie rozumie. „To może pani przygotowałaby te materiały..?”. Nie, stary, nie przygotuję.

Zamówiłam sobie Garbarka, nowego – na deser i pocieszenie. Tego, co to już we fragmentach wysłuchałam tu i o którym wcześniej pisałam. Czekam na „Dear Heather”  Cohena.   Muzyka zwiększa odporność na świat. Może nie każda. Te tak.

 

Może uda mi się pójść na koncert kwartetu perkusisty Ala Fostera (- grał przez prawie 13 lat z Milesem Davisem ale również z tak wielkimi muzykami jak Chick Corea, Gil Evans, Herbie Hancock, Sonny Rollins, McCoy Tyner, Freddie Hubbard, Joe Henderson, Horace Silver, Stan Getz, John McLaughlin, Dexter Gordon, Stanley Clarke, Branford Marsalis, John Scofield, Ron Carter, Ray Brown, Randy i Michael Breckerowie, George Benson, Michel Petrucciani, Donald Byrd, Tommy Flanagan, a nawet Sting,… zresztą - to i tak tylko początek długiej listy).

Muszę pójść –powiem nawet. Niestety może nie obyć się bez krętactw z mojej strony - w niedzielę mam tzw rodzinną okoliczność, która nie zakończy się być może imprezą...

Strach przed śmiesznością. Znacie to uczucie? Czasem krygujemy się i mizdrzymy, udając mądrzejszych niż jesteśmy. To - zawodowo, a prywatnie? Prywatnie: nie chcąc narazić się na wyśmianie grzęźniemy w obawach, w produkcjach made własna wybujała wyobraźnia, jednocześnie budując swój wizerunek - taki bardzo cool.

Zimny cynik co to już niejedno widział i nie takie panny..., cwana lalka, która nie takie jazdy ćwiczyła...

Potem budzimy się z ręką w nocniku, konstatując że odchodzi ktoś ważny dla nas, komu tak właściwie nie powiedzieliśmy tych paru istotnych słów. Ktoś, kto chciał nas poznać, a komu pokazaliśmy bezpieczną maskę. Ktoś, komu zależało na prawdziwej relacji, a nie na grach salonowych. Ktoś, kto dotykając zimnego pancerza, stracił nadzieję na kontakt z Człowiekiem. Ktoś, kto pukając w skorupę, słyszał tylko echo tego pukania. Bo w środku pusto...

Pusto?

wtorek, 12 października 2004

Tak, zaczął się od Newsweeka. Nałogowo oglądam serwisy w tvn, tvn 24, tvp 1, więc politykę tam póki co odpuściłam i tu też odpuszczam. Bo cóż to za temat?... spuśćmy miłosiernie zasłonę milczenia.

Zainteresował mnie „Umysł i stres” jako spojrzenie na zdrowie. Zdaniem autorów - a jest to tłumaczenie prac naukowców z Harvardu - element psychiczny ma decydujący wpływ na zdrowie. Nie unikniemy stresów, ale umiejętność radzenia sobie z nimi, świadoma  kontrola zmniejsza ich destrukcyjny wpływ na nasze zdrowie. Stąd tyle ostatnio o technikach relaksacyjnych, jodze, różnych zajęciach typu body&mind. Oczywiście jestem ich gorącą zwolenniczką, choć wrodzone lenistwo podpowiada czasem szybkie rozwiązania typu: a gdyby tak pigułki szczęścia? Na nieszczęście nie ma takich. Póki co.  

 

poniedziałek, 11 października 2004

Podobno dla towarzystwa Cygan dał się powiesić ...Czy to jednak wystarczający powód do zawierania związku małżeńskiego? Strach przed samotnością popchnął mojego znajomego starszego pana do desperackiej decyzji natychmiastowego ślubu. Byle się ożenić. Z którą bądź. Niech wiedzą. No owszem. Dowiedzieli się... Cześć zbojkotowała głupio i niepotrzebnie. To on się przecież będzie męczył. No,  może również syn, ten który został w domu. Poza tym, co komu do tego? Ale strach jest złym doradcą. Jak pośpiech. W tych sprawach zwłaszcza.

Jak zameldował mi główny bohater ww zajścia, kobiety boją się formalizowania związków i zdecydowanie chętniej wolą pozostawać w jakiś bliżej nieokreślonych partnerstwach, które nie spychają ich do roli gosposi... Uff, wreszcie nie muszą, przynajmniej niektóre, wiązać się z facetami z powodów ekonomicznych.  

Coraz bardziej robi się tak, że tylko w domu zostawać. Jako światłolub przeniosłabym się gdzieś na południe. Malaga na przykład ... ech. A tu szaroburo. I poniedziałek rano...

Nie powiem, żeby weekend był spokojny. Marzyłam, żeby pójść do kina i dooglądać zaległości, ale sobotni wieczór spędziłam na rozdaniu YACHów.

Niby więc nakarmiłam wzrok. Ze słuchem gorzej. Z przyjemnością „obejrzałam piosenki” Reni Jusis (robione przez kobietę!- więcej tu) i Pink Freud „Come as you are”. Poza tym - różnie. Głownie - różnie muzycznie. W jury – Dudziak z Dzieckiem. Dudziak – imponująca 60-tka, pełna werwy i nowych pomysłów na Gali jednak nie zaśpiewała. Zaśpiewała za to  Mika Urbaniak. Na szczęście  grali w tle:  Olo Walicki   i odkrycie zeszłorocznego Jazz Jamboree - Sławek Jaskułke. Oni prezentują się w każdej konstelacji ciekawie. No i malowniczo.

Dzięki starym znajomościom poszłam też na bankiet do lansowanego na siłę centrum handlowego Manhattan (bardzo cieszyliśmy się, że do centrum Wrzeszcza wróci życie, a tu zimno jakoś i nieprzyjaźnie).

Poszłam, żeby dowartościować Młodą „bywaniem”. Wielki świat..., a raczej światek lokalny okraszony Urszulą Dudziak. Ciasno i klaustrofobicznie za sprawą zaniżonego chyba(?)  sufitu.To niej jest miejsce na stojace parties...

czwartek, 07 października 2004

Przejrzałam sieć w poszukiwaniu książek Wolfe’go. Klapa. No może nie całkowita, bo coś tam znalazłam - w antykwariacie, w wersji oryginalnej. Już się cieszę.

Po drodze przyjrzałam się nowej płycie Garbarka In praise of dreams, a nawet ją trochę przesłuchałam. Po 6 latach nagrał znów pod własnym nazwiskiem. W towarzystwie znanej skrzypaczki amerykańskiej pochodzenia armeńskiego - Kim Kashkashian i Manu Katche( solowa płyta It's About Time ) na instrumentach perkusyjnych stworzył brzmienia poetyckie, poruszające i piękne. Pochwała marzeń...

Mówi się o kobiecej, ale – zapewniam -  na krótkich dystansach - zawodzi... Myślę o odległości między ludźmi, bo im bliżej, tym mniej widać. O takiej odległości subiektywnej kiedy wydaje ci się, że już bliżej być nie można. Problem w tym, że tak samo musi czuć ta druga osoba. Przegrywamy, lokując uczucia nie tak. Przegrywamy nie zauważywszy dysproporcji w odległościach....

Z wiekiem poszerza się kokon bezpieczeństwa, w który się opatulamy. Czy słusznie pozbawiamy się wzruszeń, kolorów? Każdy ma na ten temat swoją prawdę. Jednych rany wewnętrznie wypiękniają i dzięki nim potrafią patrzeć głębiej. Innych – opancerzają na życie.

I mnie, powiększający się brzuch, przesłonił widzenie świata - jakim był. Mnie, powiększający się brzuch, przesłonił widzenie świata - jakim był. Bilansując całą sytuację widzę jednak dużo więcej jej plusów. Dzięki zanikowi kobiecej intuicji - mam nadzieję chwilowemu - nie zagościłam na dłużej w związku, który by mnie zadusił. To wiem. Dlatego wszystkim zawiedzionym, rozpaczającym, zdradzonym radzę ... złapać dystans i wyobrazić sobie jak po latach wyglądałby ten ich Wyśniony, Jedyny Obiekt uczuć najwznioślejszych. Pomaga, naprawdę.     

poniedziałek, 04 października 2004
 Zamiast się gdzieś sensownie przemieścić wybrałam wariant miejski czyli dolegliwy. Dolegliwość weekendowa miasta polega na marnotrawieniu czasu na działaniach istotnych acz nie posuwających spraw do przodu. Np. życie towarzyskie... Niełatwo jest wybrać taki jego wariant, by obudzić się bez syndromów day after i nie myślę tu o żadnych nadużyciach. Nie, zupełnie.

Wystarczy posiedzieć gdzieś w dymie.... Kiedyś paliłam , teraz z obrzydzeniem omijam miejsca osnute kokonami zastarzałego zapachu nie zawsze najlepszych papierosów.

Poszłam jednak posłuchać Kleyffa – raz - że to, co robi jest dla mnie ważne; dwa, że lubię jego dziewczynę.

"PŁACHTA NIEBA - '89/2004"

Tekst: J. Kleyff; muzyka J. Kleyff i O.N.Z.

Rozpostarta płachta nieba
zawsze daje to, co trzeba;
przez tę płachtę, pod sam kręgosłup
prześwituje sama wiedza;
kiedy zbieram z niej bez wahań -
- zwykle trafiam w to, co czuję,
jeśli mniej premedytuję,
jeśli mniej kalkuluję... w życiu! (x2)

Nie muszę tu być, lecz cieszę się,
gdy czasem jestem,
gdy czasem jestem...
Chociaż nie muszę stąd iść (póki co) -
- też cieszę się,
gdy czasem jestem... z dala.
Ja chcę nie musieć nic,
bo tylko wtedy
coś potrafię, coś potrafię...
...kiedy nie muszę nic - potrafię musieć
żyć na jawie, żyć na jawie -
- i uczyć się kochać...

Kleyff śpiewał z okazji promocji kolejnego numeru literackiego kwartalnika „Migotania, przejaśnienia” w miejscu, które właśnie zmieniło gospodarza - chyba ze stratą dla klimatu... Ale przecież: poszłam spotkać się z ludźmi.

 Kuczok dostał Nike, ale nadal Pręgi odkładam sobie na deser, na taki właściwy moment. Pewnie wcześniej pójdę zobaczyć się z Jarmushem, bo to bliskie mi kino - intymne, kameralne, wyciszone.

Na razie obejrzałam – z rozbawieniem zresztą -  Vinci’ego i ... rozpoczęłam poszukiwania książki Toma Wolfe’go – „Facet z zasadami”.

Cuma - główny bohater filmu -czyta ją w wannie, dzięki czemu dowiedziałam się że Wolfe’go wydano w Polsce i to już 3 lata temu. Teraz jednak znów – NIEDOSTĘPNY!

 

 

Jestem z miasta ... co zupełnie nie przeszkadza mi go czasem nie lubić.

No ale.

piątek, 01 października 2004

"strach przed lataniem versus wartości
ja to stale o jednym, zasadniczo -czyli tez o wartościach chrzescijańskich
w aspekcie dawania i odbierania 

("Kto mi dał skrzydła, kto mie odział pióry
I tak wysoko postawił, że z góry
Wszystek świat widzę, a sam, jako trzeba,
Tykam się nieba?" )

Wyposażono nas mianowicie w coś, czego nie powinniśmy używać przeciw  sobie wzajemnie ( my ludzie). Bo miło się lata prosze Pana. Bardzo się więc staram by - przynajmniej - nie zabierać nikomu tego, co dodaje sensu, koloru...  no wiesz.
Żeby nie bylo zbyt ekstremalnie, to nie bedę Cię namawiać do latania,
ale pooddychaj chociaż jak człowiek wolny czyt. wyzwolony"

no cóż, i boleśnie być lustrem - bo to jednak przedmiot - i pouczająco. Upewniam się w swojej wirtualności- niby przestrzeń energetyczna – jednak nieucieleśniona. Jeden dobry wist i już - stajemy się ciałem. W sferze emocji poruszam się intuicyjnie i niezbyt racjonalnie. Niedojrzale. Wbrew logice. Wbrew biologii. Rozpoznaję znaki, ale nie tak. Chwilowe wzruszenie i grę słów odbieram jak wyznanie.

Przeczytałam parę artykułów z nowego Zwierciadła – dużo i ciekawie o mężczyznach. Po tej lekturze na pewno posłucham Trójki, którą porzuciłam kilka lat temu z powodu niewiary w „nowe”. Ale nowe – to również Dariusz Bugalski .

 Tam też tekst o jego niełatwym wchodzeniu w dojrzałość.

W niedzielę w Trójce usłyszycie go o 13.00 w nowym programie.

 

czwartek, 30 września 2004

Kupiłam sobie Zwierciadło-czytam je chętnie acz wybiórczo. W najnowszym znalazłam  artykuł, który pewnie i innym pomoże w zrozumieniu świata - jaki jest.

 

- tak, bo to bliskości boją się mężczyźni. Niestety w sieci tego nie przeczytacie, a warto, bo i Jastrun i Eichelberger godni chwili czasu.Tak trudno nam przecież przekroczyć tę granicę największej prywatności, poza którą już tylko rany. Ale-myślę, tylko o prawdziwe kontakty warto walczyć. Reszta - choć może z pozoru początkowo atrakcyjna - zamienia się później w mało znaczącą mgłę, przesłaniającą świat prawdziwy. Uczuć, kolorów, wrażeń. 

środa, 29 września 2004

przeczytałam męskiego bloga.I mną zawahało. Niby nie spodziewałam się niczego innego - było o ...właściwie -  łóżku. Facet jak sosna- rozdarty między dwiema kobietami. Teraz - będąc  z kochanką - ciepło wspomina żonę, przemyśliwując jak by tu do niej wrócić. Wprawdzie seks nie ten, ale jakby porządniej... Okropieństwo. Jasne, że przejaskrawiam, ale mnie oburza. Jest tam niby jakiś wątek uczuciowy, ale mizerny czemuś.On podjął decyzję i ..poleciał. Ale nie lata. Nie lata tylko zawodzi.Jakby tego nie rozumieć.Zawodzi i jedną i drugą, zawodząc jękliwie w przestrzeń.

No nie, żeby było jasne - lubię mężczyzn. Naprawdę. Czasem mi się wydaje, ze są ciekawsi od kobiet, które a to o dzieciach, a to o zakupach... Jednak lepiej, zeby na tematy uczuciowe (?) się jednak nie wypowiadali...bo to szydło z worka wychodzi. 

poniedziałek, 27 września 2004
Płci mózgu

możesz przeczytać właśnie w "Płci mózgu". Wiem,ze to nie jest nowość, ale zawsze znajdzie się ktoś dla kogo jest to odkryciem.

Zakręcona problemami komunikacyjnymi bardzo zaniedbałam bloxa. Jeśli gdzieś jeszcze traficie w kinach film „Lost in translation” – serdecznie polecam. To też z cyklu ... komunikacyjnego.

Bo jakżesz trudno się nam porozumiewać naprawdę. Na ogół - w duchu tęskniąc za PRAWDZIWYM KONTAKTEM - wymieniamy informacje. Nie mówię o klasycznym już konflikcie pomiędzy damskim i męskim pojmowaniem i nazywaniem  świata. Każda z pań ma pewnie takie doświadczenia i każdemu z panów trafiło się też horrendalne nieporozumienie z kobietą. Pół biedy, gdy wspomóc się możemy wzrokiem, słuchem – zobaczyć i usłyszeć co i jak do nas mówią. Ile dzieje się między nami w płaszczyźnie niewerbalnej.... dobrego i złego. Jeden grymas potrafi zepsuć cały dzień. Jedno zimne spojrzenie uniemożliwić całkowicie porozumienie, a uśmiech - zmienić zupełnie sens z pozoru neutralnej  wypowiedzi.

Są jednak takie kontakty w których skazani jesteśmy na rząd zgrabnych literek, uporządkowanych i skrojonych akuratnie. Jak rozpoznać uczucia, emocje? Jak zrozumieć co kryją?  Jak pokonać nieufność i strach przed nadinterpretacjami? Przez odległość skazani na pomyłki i zaniechania nadal  każde słowo oglądamy pod światło...

sobota, 11 września 2004

dzisiaj będzie o tych, którzy kultywują ugór, trwają na posterunkach, mając gdzieś obok wysunięte i tajne placówki. Nie ma ich ani tu ani tu.

Tak, wiem - to mężczyźni mają skłonność do nierozwikływania węzłów, obrosłych ranami. Tak zwanych dobrych domów, gdzie w kątach czai się smutek i obcość. Byłam kiedyś u moich znajomych, straszego już małżeństwa. Dopóki rozwiązywaliśmy wspólne kłopoty podatkowe- było nawet zabawnie. Schody zaczęły się, gdy pani domu zaproponowała kolację. Tak źle się dawno nie czułam. Chłód, nieme pretensje, żal za czymś co już jest przeszłością i kurczowe zatrzymywanie mnie na tej stypie. Dwoje kulturalnych ludzi, miłych i ciepłych - każde z osobna. Wstrząsające przeżycie.

piątek, 10 września 2004
No widzisz -kolejny kłopot. Wirus żołądkowy, bunt w więzieniu, przeziębienie. Naprawdę Lowry. Nie byłam nigdy pod wulkanem, ale tak to sobie wyobrażam.
bliskość? Tak bardzo za nią tęsknimy, a kiedy trafiamy na szansę wejścia w blizszą relację -  kapitulujemy, uciekamy, udajemy, że to nie to. Zastanawialiście się dlaczego? Nie mówię tylko o związkach damsko-męskich.
Strach przed zranieniem, rozczarowaniem?
Wygodna skorupa, która chroni przed światem nagle zaczyna być więzieniem. Na wolności nie umiesz już żyć. Pradoks?
Mam "ciekawość ludzi"- to taka przypadłość zmuszająca do nieprzechodzenia obojętnie. Owszem - nie wszystkie inwestycje są trafione, ale zdarzają się perły. Takie znajomości, które zostają, trwają pomimo lub wbrew. Często niełatwe. Dla obu stron. Obarczone bagażem doświadczeń, blizn, przeświadczenia, że już nie warto.
Ale warto. Zawsze.
czwartek, 09 września 2004

jestem dramatycznym mieszczuchem.Uwielbiam wieczornie oświetlone ulice, światła samochodów. Złapałam się na tym,ze wynajduję sobie preteksty do wyjechania "na miasto".

Zapach miasta... No wiem-smród spalin i asfaltu...,ale- choć czasem znienawidzony, wraca do mnie jak zapachy dzieciństwa - pastowanych podłóg, placka drożdżowego, pomarańczy, które już teraz tak nie pachną.

Nie jestem Ericą Jong, żeby było jasne. Strach jednak tkwi w każdym z nas, a latanie wiąże się dla mnie z oderwaniem się od schematów.Niełatwym. Ale miło byłoby polatać... Trzymamy się jednak kurczowo utartych fraz, wyświechtanych banałów, nieważnych słów...ze strachu przed lataniem.

Te zapiski rodzą się na poboczu rozmów, jakie prowadzę od lat z jednym sympatycznym Panem.Nie wszystkie jednak nadają się wprost dla dla niego.

Postanowiłam je zapisywać. Tu i teraz.

1 ... 156